Naprawdę nazywa się Daniel Hoareau.
Dorastał w ubogiej rodzinie rolniczej, bez bieżącej wody i elektryczności.
Co ciekawe, jak wielu mieszkańców jego pokolenia, nie wychował się słuchając maloyi. Odkrył ją dopiero jako nastolatek.
Waro często określa siebie jako „fier bâtard” – dumny bękart.
Waro was twenty years old. He’d just failed his baccalaureate. He was young, confused and maloya mad. The following year he was shipped over to France to do his military service, knowing all along that there was no way he would ever don a uniform, shoulder a gun and salute the tricouleur. When he arrived in the ‘motherland’ he refused to join up and his defiant pacifism earned him a 22-month stint in the Centre de Détention d’Écouvres in Rennes.
Prison was a refuge, a space to reflect and seek answers to the questions blue-bottling in his mind. Waro spent his time writing poems, sending letters home and composing songs. One of them ‘Degaz Anou Vitnam’ (‘Get Out of Vietnam!’) appeared on his 2010 release Aou Amwin, a double CD of great invention and originality, which many consider to be Waro’s masterpiece. He also managed to pen a novel entitled Romans ékri dan la zol en frans (‘Novel written in gaol in France’), which was published on his release in 1978, with drawings by Kaniki. It has been described as a kind of extended maloya poem, in which Waro rails against the enemies of independent Réunion, especially the despised Michel Debré. “Maloya nourished me during those years of prison,” he later told the Swiss journalist Elizabeth Stoudmann. “I had just discovered it when I was sent to Rennes. I didn’t sing inside, but I wrote a lot. I realised that I didn’t know La Réunion that well. I accepted prison as a retreat. I took stock.”
„Batarsité dosłownie oznacza bękarctwo.Ale w moim przypadku mówię o tożsamości Reunionu.Jesteśmy narodem głęboko naznaczonym mieszanym dziedzictwem”.
Nie da się tutaj ograniczyć się do jednego pochodzenia: afrykańskiego, indyjskiego, chińskiego czy europejskiego… wszystko współistnieje.
Każda wyspa Reunion jest produktem wyjątkowej mieszanki kultur.
Afrykanin, Hindus, Chińczyk, Europejczyk… żadne z tych słów nie wystarczy, by zdefiniować tożsamość Reunionu.
Tutaj jesteśmy tym wszystkim naraz. A czasem czymś zupełnie innym, gdzieś pomiędzy liniami historii.
Od czasu kolonizacji francuskiej w XVII wieku na wyspie mieszkało:
niewolników sprowadzonych z Afryki,
Indyjscy robotnicy kontraktowi,
Europejscy osadnicy,
Chińscy handlarze.
Podczas gdy niektóre narody poszukują swojej tożsamości w jednym pochodzeniu, tutaj jest ona budowana w różnorodności.
Batarsity to nie brak przynależności.
To akumulacja, mieszanka, cicha siła.
Doświadczamy tego w życiu codziennym:
w rodzinach mieszanych rasowo,
w tradycjach współistniejących,
szanując różnice,
w typowy dla Reunion sposób dzielenia się.
Reunion to nie dodanie.
To fuzja.
