Ki diabeł?

Stary szlak wije się wśród dżungli pokrywającej zbocza Himalajów. Już dawno nie słychać gwaru wędrujących turystów i dzwonków jaków z ich bagażami. Panuje przedziwna cisza i pustka. Zbliża się zmierzch i w nozdrza uderza mocny zapach wilgoci. W powietrzu panoszą się ulotne mgiełki. Zaczyna siąpić. Nagle przede mną, nie wiadomo skąd, wyrasta tajemnicza postać. Samotny wędrowiec z węzełkiem na plecach. Kozia bródka, lekki krok i dziwnie świdrujące mnie oczy. Mijając mnie rzuca od niechcenia: „Taaaak, trochę tu inaczej, ale bardzo ci się spodoba”. I po prostu znika. Jakby się zapadł pod ziemię. Ki diabeł?