No cóż tu jest trochę inaczej

Serge, stary bywalec Kathmandu, uśmiecha się tylko, kiedy pewnie wmawiamy mu, że nie zgubimy się w mieście, bo przecież mamy jego bardzo dokładną mapę. Nie polemizuje z nami, tylko stwierdza:

„No cóż tu jest troszeczkę inaczej. Pamiętajcie tylko, że jeśli będziecie potrzebowali mojej pomocy, to jestem do waszej dyspozycji”.

Stoimy więc sobie na środku ulicy, której nazwy nigdzie nie można dojrzeć, bo po prostu nigdzie jej nigdzie nie ma. A gdyby nawet była, to przecież i tak nie bylibyśmy jej w stanie odczytać, bo przecież nie znamy alfabetu dewanagari. No ale przecież zawsze zostaje zapytanie się kogoś miejscowego o drogę. Najpierw starannie i powoli powtarzamy nazwę miejsca, do którego chcemy dotrzeć. Jednak nasza wymowa musi pozostawiać wiele do życzenia, bo raczej nas nie rozumieją. Wyciągamy naszą super dokładną mapę (w wersji angielskojęzycznej) i palcem wskazujemy na interesujące nas miejsce. W społeczeństwie gdzie większość ludzi nie potrafi czytać i pisać nawet we własnym języku, my prosimy, by zorientowali się na angielskiej mapie! O naiwności i głupoto ludzka! Szybko uczymy się jeszcze jednej rzeczy o tym uprzejmym narodzie. W ich słowniku nie istnieje słowo ‘nie wiem’. Mimo że większość ludzi absolutnie nie wie, o co nam chodzi, zawsze otrzymujemy jakąś odpowiedź. Nikt, nigdy nie wzrusza ramionami, nie odwraca się do nas plecami, nie mówi: nie wiem. Zawsze pokazują jakiś kierunek, najczęściej co prawda nie ten, o który nam chodzi, ale my niestety zdajemy sobie sprawę z tego dopiero po dłuższej chwili. Ileż to razy kręcimy się w kółko! Później zaczynamy stosować metodę wielokrotnego sprawdzania, tzn. jeżeli przynajmniej trzy osoby wskazują nam ten sam kierunek, lub na ten sam autobus (nazwy miejscowości na autobusach też były w tajemniczych pajączkach), można przyjąć, że na 90% dotrzemy tam, gdzie chcemy.