I.N.D.I.A. – I’ll Never Do It Again. Akronim ten przedstawił nam pewien Amerykanin, gdzieś w Nepalu, usłyszawszy, że planujemy dwumiesięczną podróż po Indiach. Spojrzał na nas z politowaniem i chyba z lekkim niedowierzaniem, że naprawdę chcemy tam jechać aż na tyle dni. On już Indie miał za sobą i powtarzał: „nigdy nie zrobię tego więcej”.
Prawdą jest, że do Indii po raz kolejny jeszcze się nie wybraliśmy. Ale to nie dlatego, że nam się nie podobały. Wręcz przeciwnie. Byliśmy nimi zauroczeni. Choć były trudne i wymagały wiele samozaparcia. Po prostu cały czas nasza lista miejsc do zobaczenia jest przerażająco długa, a czas się kurczy.
Indie – kraj, którego nie można po prostu zwiedzić, trzeba go przeżyć. Nasz pobyt podsumowaliśmy w trzech felietonach: o naszym zauroczeniu, o naszej walce ze zmysłami oraz o wszechobecnych naciągaczach.
-
Gdy opadły nam wrażenia po pierwszym szoku, jakiego doznaliśmy po wjechaniu do Indii, mogliśmy powoli zacząć się zastanawiać, czy ten kraj nam się podoba. Właściwie już w Khajuraho, siedząc na ławce, otoczeni dookoła zieloną, krótko przystrzyżoną trawką, spoglądając na naprawdę wspaniałe świątynie, czuliśmy wstępujące w nas z wolna zadowolenie i zauroczenie. Choć dobiegające nas słowa…
czytaj dalej …
-
Na szczęście byliśmy w Indiach zimą. W porze monsunowej, latem, gdy temperatury przekraczają 40 stopni, smród i żar powietrza przemieszane z wilgocią i stęchlizną byłyby chyba nie do wytrzymania. Zapach Indii czuje się od razu po wyjściu z samolotu. Po paru godzinach przyzwyczajamy się i zapominamy o pierwszym uderzającym nas po twarzy powiewie tutejszego odorku.…
czytaj dalej …
-
Indie to kraj naciągaczy. Tak przynajmniej wydaje się każdemu zachodniemu turyście. Chwila nieuwagi i już cię okantowali. A kantują wszyscy. Sam fakt, że jest się białym, oznacza, że należy z ciebie zedrzeć tak dużo, jak się da. Biedni zachodni turyści wychowani w kulturze poszanowania dla drugiego człowieka odpowiadają grzecznie na wszystkie „hello, what’s your name?…
czytaj dalej …