Szarym świtem, w Sounali, niedaleko granicy nepalsko- indyjskiej wysadzono nas z autobusu przed jakimś hotelikiem z lakoniczną informacją: Tam się dowiadujcie.
Wyrywamy z głębokiego snu chłopaczka skulonego w plastikowym krzesełku przy hotelowej recepcji. Niewiele po angielsku rozumie, ale w ściśniętej ręce trzyma papierowe zawiniątko i z uporem powtarza: tickets, Varanasi, tickets, a wolną ręką macha wskazując na wyboistą drogę. Dochodzimy do wniosku, że papierowe zawiniątko to zapewne nasze bilety do Varanasi, a wyboista droga doprowadzi nas do granicy, gdzie z pewnością czeka na nas autobus. Powłócząc nogami, zmęczeni długą podróżą wędrujemy piaszczystą drogą wśród rozpadających się blaszanych baraków. Czy to już granica? Wszędzie panuje cisza. Jest bardzo wcześnie rano. Naszym jedynym towarzyszem jest piach unoszony przez wiatr. Czy na pewno jestesmy w odpowiednim miejscu? W jednym z baraków unosi się lekko zasłona i wychodzi z niego zaspany mężczyzna dopinający wojskowe spodnie.
– India? – pyta się.
Potakujemy w milczeniu głowami.
Ziewa szeroko i pokazuje ręką w dość nieokreślonym kierunku
India? – pytamy
India, India – potwierdza. I nagle jedna kontrola, druga, niezrozumiała dla nas trzecia i czwarta, i już jesteśmy w Indiach. Nigdzie jednak nie widać naszego autobusu? Niespodziewanie, dosłownie jak z podziemi wyrasta pomarszczony i bezzębny człowieczek:
-Follow me- zaseplenił i macha ponaglająco ręką.
Posłusznie drepczemy za nim.
I wreszcie jest autobus. Błyskawicznie zapełnia się ludźmi, którzy pojawiają się nie wiadomo skąd i jak. Ruszamy. Po chwili jednak kierowca gwałtownie hamuje. Brygada antynarkotykowa. O Boże, podczas kolejnych kontroli paszportowych nie pilnowaliśmy naszych plecaków, a co, jeśli ktoś nam podłożył narkotyki? Od wędrowców w Nepalu słyszeliśmy już tyle przerażających historii o turystach, którym złośliwie podrzucano narkotyki. Funkcjonariusze jednak jakby doskonale wiedzą, które pakunki mogły zawierać trefny towar. Po godzinie ponownie ruszamy, lecz już nie w komplecie. Dwóch Nepalczyków zakutych w kajdanki zostają na zapylonej drodze wraz z brygadą antynarkotykową.

