Orcha, rok 2000

Tym razem sami załatwiamy nocleg w Orcha. Bez żadnego pośrednictwa. Żadnych naganiaczy. Przecież potrafimy sami:) Ostatecznie przypomina to jakiś kafkowski koszmar. Telefon podany w przewodniku Lonely Planet jest albo głuchy albo automatyczny głos informuje nas, że taki numer nie istnieje. Dzwonimy do informacji turystycznej. Ta kieruje nas do innej informacji. Tam dla odmiany każą nam dzwonić po 10.00. Włodek jeszcze raz wykręca numer z Lonely Planet. Tym razem, ku naszemu zaskoczeniu, jest połączenie. Owszem to ten hotel, ale niestety rezerwacji nie przyjmują, bo mają centralną rezerwację pod innym numerem. Dzwonimy. Niestety nie mogą nic zarezerwować, bo wyłączono im prąd i komputer nie działa. Mamy zadzwonić później. Zrezygnowani w potwornym upale, odwiedzając co chwila jakąś restaurację, by trochę się ochłodzić drepczemy do pałacu Tirumlai Nayak (Madurai). W milczeniu podziwiamy resztki tej jednej z najpiękniejszych świeckich budowli w Indiach. No i wreszcie udaje nam się dodzwonić i zarezerwować hotel w Orcha.

Olbrzymi kompleks pałacowy zbudowany w 1606 roku jest nadgryziony zębem czasu, jak zresztą większość budynków w Orchha. W jedynej, jeszcze w dobrym stanie części kompleksu wygospodarowano miejsce na hotel. Pokoje w starych pałacowych pomieszczeniach, olbrzymie marmurowe łazienki i antyczne meble mają w sobie wiele uroku. Z przyjemnością bierzemy gorący prysznic z widokiem na bezkresne równiny. Odświeżeni wędrujemy do miasteczka. Patrząc na jego stan dzisiaj, aż trudno uwierzyć, że kiedyś to była stolica Rajput. Pozostały jedynie ruiny i chylące się ku upadkowi świątynie i chattri. Podobnie jak i nasz hotel. Nad nim i innymi ruinami unoszą się, nomen omen, złowieszcze sępy.