Noc w HRA bardzo pracowita. Reanimują portera i jakąś Brytyjkę, po którą rano przylatuje helikopter. A my rano śniadanko i w ramach aklimatyzowania się pędzimy na jakąś wielgachną górę, na wysokość 5100 metrów. W rezultacie jesteśmy tak zmachani, że nie mamy siły się ruszać.
Pod wieczór zwala się olbrzymia grupa wędrowców. Ci już wracają z Everestu. Wyglądają na szczęśliwych i zachwyconych faktem, że już wracają. Opowiadają o koszmarnej nocy w Lobuche. Ich opowieści sprawiają, że decydujemy się na nocleg w Gorak Shep, co oznacza dla nas wczesny poranek.
