Ruszamy w stronę Gokyo. Mówię Włodkowi, że mam już dosyć tych wysokości i dziś chciałabym spać gdzieś niżej, bo od trzech dni w zasadzie nie śpię. Po drodze coś dzieje mi się z kostką – puchnie w oczach – i w rezultacie Włodek sam wspina się na Gokyo Ri. Nie wie, że jest obserwowany przeze mnie i grupę Francuzów. Pożyczamy sobie nawzajem lornetkę i podziwiamy Włodka, jak radośnie zbiega w dół.

© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Włodek po drodze spotyka Adama i jeszcze paru Polaków. Z Adamem, Polakiem z Adelaide, kontynuujemy naszą podróż. W drodze do Machhermo Adam opowiada nam wzruszającą historię o sobie i swojej zmarłej żonie. Właśnie dziś przypada ich dwudziesta dziewiąta rocznica ślubu i piętnaście miesięcy od pogrzebu Basi.
W malutkiej wiosce spotykamy naszych Nowozelandczyków z samolotu, którzy uprzedzają nas, że w Machhermo jest przepełnienie. Ja jednak chcę schodzić w dół. W Machhermo Adam spod ziemi znajduje dla nas miejsca. My śpimy w kuchni, gdzie gospodyni odstąpiła nam własne łóżko. Nadchodząca noc jest moją najkoszmarniejszą nocą. Mam takie zapalenie oskrzeli, że prawie się duszę. Do rana nie śpię. A rano wymiotuję.
