Nunthala – Junbesi (22 października 2000)

Im bardziej schodzimy w dół, tym robi się bardziej zielono, cieplej i oczywiście bardziej smrodliwie. Ciekawe, jak szybko przyzwyczajamy się do tego smrodku. Idziemy już zdecydowanie bardziej dziarsko niż wczoraj, ale wciąż niepewnie. Amerykański lekarz, nurek, widząc mnie po drodze, od razu woła: „Jestem lekarzem, jak mogę ci pomóc?”. Mówi, że wyglądamy z Włodkiem jak małe cyganiątka, i opowiada nam, że dalej można kupić jabłka, pomarańcze i banany. Ślinka sama mi cieknie, nogi poruszają się żwawiej. Docieramy do Junbesi i kupujemy sobie banany. Dużo łatwiej nam tu w ogóle kupować, ponieważ ceny wyraźnie spadły w stosunku do wysokich gór.