
© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Budzimy się rano i słyszymy szczekanie dookoła nas. Ale już podają nam gorącą herbatę i kawę z pysznym śniadaniem. Dzisiaj trochę wędrówki przez dżunglę do obozu słoni. A potem przez kilka godzin na słoniach do wodospadu, gdzie oczywiście obowiązkowa kąpiel. Po drodze przepyszny lunch w wiosce plemienia Karen. Tuż za wioską widzimy malutkie, jakby domki dla ptaków nad rzeką. Tyle tylko, że w tych domkach nie ma ptaków – to znaczy są, ale martwe. To wieśniacy co roku składają daninę bóstwu rzeki, stawiając bambusowy domek i zarzynając w nim koguta.


© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wieczorem Włodek szaleje. Wioska, do której dotarliśmy, jest niezwykle malownicza, a poza tym jest idealne słońce do robienia zdjęć. Biega zatem z aparatem fotograficznym i robi zdjęcia wszystkiemu, co się rusza i nie rusza. Chyba nawet zrobił zdjęcie świni, z którą zaprzyjaźnił się Tony. Około 21:00 jesteśmy zaproszeni na ognisko przygotowane przez skautów z Chiang Mai, którzy tu są na obozie. To niesamowite uczucie śpiewać razem z nimi „Bratnie sobie słowo daje”.
