Chiang Mai – Chiang Khong (15 stycznia 2001)

Bilety udaje się nam kupić, nawet mamy miejsca siedzące, autobus klimatyzowany – więc powinniśmy dojechać. Niestety autobus okazuje się wyjątkowo złośliwy i przez ostatnią godzinę zatrzymuje się co chwileczkę i ma wielkie problemy z ponownym ruszeniem. Późnym wieczorem docieramy do Chiang Khong i chłopcy ruszają na poszukiwanie noclegu. Po zakwaterowaniu się idziemy wreszcie jeść. Zaciekawienie chłopców wzbudza niska cena piwa. Sprawa się wyjaśnia po chwili – to przemyt z Laosu, tam nie ma podatku na piwo. Tony daje się namówić na założenie konta internetowego. Czyżby dlatego, że tęskni za Amerykanką spotkaną na trekkingu? Idziemy spać, zastanawiając się, czy Tom otrzyma jutro rano swój paszport z wizą laotańską. On jako jedyny nie załatwiał jej w Bangkoku, ale w Chiang Mai przez jakichś kurierów. Cóż, zobaczymy.