Koh Phangan – Koh Tao (9 lutego 2001)

O 6:15 docieramy do przystani. Okazuje się, że nasza łódź odpłynie dopiero o 8:30, a nie jak poprzednio nam mówiono o 6:30. Znajdujemy więc dla siebie kawałek trawy i słodko śpimy. Włodek na łodzi dalej śpi, a ja się wiercę, bo mi za gorąco i za twardo. Wreszcie koło 12 docieramy do naszego bungalowu, kupujemy bilety na nocną łódź do Surat Thani i odsypiamy nocne hulanki. Nocna łódź jest dla nas wielką niespodzianką. Na pokładzie porozkładane materace! Można położyć się spać. Tak jestem tym zachwycona, że nie przejmuję się wędrującymi karaluchami. Wręcz przeciwnie – jeden ładny, spasiony okaz wydaje mi się, że smakowałby bardzo dobrze. Aż boję się własnych myśli.