Pędzimy na nasze ulubione naleśniki i shake’i. Mamy z jakieś 15 minut do spotkania przed biurem turystycznym, które sprzedało nam bilety na dzisiejszą wycieczkę po okolicznych wyspach. Z lekką zadyszką (to znaczy ja, bo Włodek nigdy się nie spieszy) dopadamy do biura i widzimy tylko jednego turystę rozpaczliwie dobijającego się do zamkniętych drzwi. Czyżby wycieczka miała się odbyć bez nas? Ależ nie! Zza rogu wypada na rowerze zziajany właściciel (na wyspie nie ma samochodów, jest parę skuterów, no i oczywiście rowery) i macha do nas ręką. Zanim zdążymy się zorientować, już nas przekazuje komuś innemu, który pokrzykując „big boat” lub „small boat” przykleja nam kolorowe naklejki do ubrań. A potem czekamy i czekamy. Włodek z niepokojem obserwuje coraz większą ilość turystów z naklejkami naszego koloru. „Widzisz, trzeba było kupić tę droższą wycieczkę, byłoby mniej ludzi” – płacze mi w kołnierz. Ale czy można się złościć, kiedy świeci słońce, a woda jest koloru turkusu? Wreszcie wsiadamy na łódź i ruszamy. Takich łodzi jak nasza jest tu mnóstwo – kiedy docieramy do pierwszego postoju, w wodzie aż roi się od pływaków. My dołączamy do nich. Zafascynowana pędzę za jakąś kolorową rybką, o mało nie zderzając się z jakimś innym amatorem snorkelowania. Coś tam do siebie wołamy w rodzaju „przepraszam” i ruszamy każdy w swoją stronę. Jestem w urokliwej małej zatoczce, kiedy czuję, że coś mnie gryzie w nogę. Zainteresowana spoglądam w tym kierunku i… nie widzę nic, a noga nadal swędzi. Po chwili nie tylko noga, ale całe moje ciało swędzi mnie obrzydliwie od drobnych ukłuć. Pytam się Włodka, czy on też czegoś takiego nie czuje. Włodek stwierdza, że tak i to na pewno jest sól z wody, a my mamy popękaną skórę. Później okazuje się, że to po prostu wszy morskie. Cóż – człowiek uczy się całe życie. Ale nasza łódź już trąbi i ostatni maruderzy wdrapują się na pokład. Płyniemy dalej. Dopływamy do plaży ze słynnego filmu „The Beach” (chyba jesteśmy jedynymi, którzy go nie oglądali). Uprzejmy Kanadyjczyk informuje nas, że na potrzeby filmu „zasadzono” na wyspie sztuczne palmy i komputerowo wygenerowano skały u wyjścia zatoczki. A my znowu skok do wody. Gonię za jakimś małym rekinem. Wygląda na raczej przestraszonego. Nie wiem, ile razy tego dnia wskakujemy do wody – już nie potrafię tego policzyć. W pewnej chwili towarzyszy naszej łodzi stado delfinów. Delfiny wyskakują ponad wodę, by za chwilę znowu w niej zniknąć. Rozpaczliwie próbuję zrobić im zdjęcie, ale obawiam się, że będzie widać tylko ich ogony. Za którymś wejściem do wody część uczestników naszej wycieczki zostaje porwana przez silny prąd morski i nie jest w stanie o własnych siłach wrócić do łodzi. Doświadczeni Australijczycy, przyglądając się szamoczącym się pływakom, tłumaczą mi, jak należy walczyć z prądami morskimi, i wzdychając mówią: „Tak, to oni w życiu nie dopłyną”. Wracamy do naszego bungalowu zmęczeni i szczęśliwi, zwłaszcza że udało nam się kupić bilety do Krabi i Satun po bardzo korzystnej cenie. Ten właściciel biura podróży to nas chyba lubi.
Koh Phi Phi (12 lutego 2001)
Teksty oryginalne dziennika „Podróż dookoła świata” pisane na komputerach bez zainstalowanych polskich znaków diakrytycznych. Korekta językowa wykonana automatycznie. Brak pełnej poprawności językowej.
Podróż dookoła świata
- Urzekająca egzotyka
- Pierwszy rafting
- Jest cudownie
- Puskhar Camel Festival
- Jaisalmer i Thar Desert
- Wakacje od wakacji
- Czysta przyjemność
- Dzień Wszystkich Świętych
- Pamiętny rzut monetą
- Wigilia poza domem
- Angkor Wat
- Koncert milenijny
- Trekking w Chiang Mai
- Mekong
- Inner-tube rafting
- Pierwszy „nur” w ciepłej wodzie
- Full Moon Party
- Black water rafting
- Skok na bungy
- Oodnadatta Track
- Uluru i Kata Tjuta
- Wielka Rafa Koralowa
- Sea World
- Borobodur
- Krajobraz Mt. Bromo
- Polscy księża misjonarze
- Raj na ziemi
- Znowu w szkole
- Blue Hole
- Ruiny Majów
- Kolorowa Guelaguetza
- Uroczy świat Tequili
- Olbrzymie olbrzymy
- Prawdziwy Dziki Zachód
- Błogie życie w SLC
- Cuda natury
- Machu Picchu
- Droga śmierci do parku Madidi
- Kopalnie srebra w Potosí
- Uwięzieni w Uyuni
- Ogromne ptaszyska
- Salsa, cygara i socjalizm
- Nasza złota jesień
