W nocy przyszła burza. Boimy się, co będzie z pogodą, ponieważ dzisiaj zamierzamy nurkować. Na szczęście budzi nas słońce. Pani „naleśnikowa” już nas rozpoznaje i pyta się sama: „Two banana pancakes and shakes?” Hm, mruczymy. Dzisiaj pani ma pomocnicę, więc przygotowania nie zabierają tak dużo czasu. Jednak pomocnica nie robi tak pysznych shake’ów jak szefowa. Z pełnymi brzuszkami idziemy na plażę tuż koło naszej ulubionej kafejki „Riddim” i czekamy na ekipę nurkową. Ekipa nurkowa składa się z przesympatycznego Francuza Alexa i jego przyjaciela Anglika oraz z łodzi typu long-tail. Coś mi staje w gardle. Już zdążyłam się przyzwyczaić do wygodnych, dużych łodzi, a jak z czegoś takiego dostać się do wody? W rezultacie ubieramy się w wodzie, no i w dół. Paruje mi maska, a jesteśmy na 20 metrach. Czyżbym musiała ją sobie zalać i przepłukać? W Polsce nikt by mnie nie zmusił do tych czynności na 20 metrach, a tu przychodzi mi to z łatwością. No i świat od razu staje się wyraźniejszy. Tłumy ryb, rafa koralowa, a na koniec smakowity kąsek: wąż morski. Axel siedzi w wodzie tak długo, jak można – wszyscy wychodzimy na rezerwie po 68 minutach. Teraz trzeba się tylko wgramolić do łodzi. Najpierw pas balastowy, potem jacket z butlą, a potem – o udało się, już jestem w łodzi. Lunch jemy na białutkiej plaży i Axel przyznaje się nam, że dwa lata temu wyruszył w tę samą trasę dookoła świata co my i już potem mógł być tylko dive masterem. Innego życia nie może sobie już wyobrazić. Drugie nurkowanie przynosi nam same rarytasy: rekin lamparci, którego chyba rozzłościliśmy, bo sobie odpłynął; żółw uroczo nieporadny; olbrzymia meduza wyglądająca jak parasol, no i moje bliskie spotkanie z rybą skorpionem. Na szczęście nie zdążyła mnie dziabnąć. Wracamy na wyspę głodni jak wilki. Pędzimy do naszego „Vikinga”, a ten jak na złość cały jest zajęty. Wchodzimy do jakiejś knajpy obok. Włodek zamawia kurczaka, na którego czeka wieki, a ja sałatkę, po zapewnieniu przez kelnerkę, że nie jest ostra. Nie wierzcie nigdy żadnemu Tajowi, jak mówi, że coś nie jest ostre!
Koh Phi Phi (13 lutego 2001)
Teksty oryginalne dziennika „Podróż dookoła świata” pisane na komputerach bez zainstalowanych polskich znaków diakrytycznych. Korekta językowa wykonana automatycznie. Brak pełnej poprawności językowej.
Podróż dookoła świata
- Urzekająca egzotyka
- Pierwszy rafting
- Jest cudownie
- Puskhar Camel Festival
- Jaisalmer i Thar Desert
- Wakacje od wakacji
- Czysta przyjemność
- Dzień Wszystkich Świętych
- Pamiętny rzut monetą
- Wigilia poza domem
- Angkor Wat
- Koncert milenijny
- Trekking w Chiang Mai
- Mekong
- Inner-tube rafting
- Pierwszy „nur” w ciepłej wodzie
- Full Moon Party
- Black water rafting
- Skok na bungy
- Oodnadatta Track
- Uluru i Kata Tjuta
- Wielka Rafa Koralowa
- Sea World
- Borobodur
- Krajobraz Mt. Bromo
- Polscy księża misjonarze
- Raj na ziemi
- Znowu w szkole
- Blue Hole
- Ruiny Majów
- Kolorowa Guelaguetza
- Uroczy świat Tequili
- Olbrzymie olbrzymy
- Prawdziwy Dziki Zachód
- Błogie życie w SLC
- Cuda natury
- Machu Picchu
- Droga śmierci do parku Madidi
- Kopalnie srebra w Potosí
- Uwięzieni w Uyuni
- Ogromne ptaszyska
- Salsa, cygara i socjalizm
- Nasza złota jesień
