No i nadszedł ten dzień, którego tak bardzo się baliśmy – czy przypadkiem się nie rozczarujemy? Na razie trochę nas wpienia organizacja naszego dojazdu do Aguas Calientes. Nasza agencja turystyczna coś nieźle nakręciła. Ale w sumie zanim zdążyliśmy się porządnie rozzłościć, to wyszło nam to pokręcenie na lepsze i możemy spędzić więcej czasu w Machu Picchu i to bez tabunu turystów.
A samo Machu Picchu? Urok tego miejsca to nie same ruiny, ale ich położenie. Wydaje się nam, że moglibyśmy tak sobie siedzieć na szczycie góry i patrzeć na miasteczko w nieskończoność. Widocznie do takiego samego wniosku doszli agenci reklamowi, bo parę miesięcy temu ustawili na świętym kamieniu dźwig z reklamą piwa. No i… dźwig obłupał święty kamień.

© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Ale niestety czas już wracać – za chwilę odjeżdża nasz pociąg. Po drodze pijemy jakąś zupełnie nieprzyzwoicie drogą herbatę i pędem do pociągu, gdzie po tak długim czasie spotykamy naszych rodaków – Mariusza i Grześka. Okazuje się, że na najbliższe dni mamy podobne plany, więc umawiamy się na wspólną wędrówkę.
