Chivay – Arequipa (27 października 2001)

Mariusz i Grzesiek polecili nam „baños termales”, czyli po naszemu łaźnie termiczne. Znajdują się może z 4 kilometry od Chivay. Jak dotąd wszystkie wskazówki chłopaków były doskonałe, więc bez wahania wybieramy się odwiedzić łaźnie. Pogoda jest wspaniała, niebo błękitniutkie, a położone z widokiem na góry łaźnie są niesamowite – jakby w ogóle nie z tego kraju. Czyste, z szafkami na ubrania, prysznicami – jest nawet muzeum łaźni, do wstępu do którego upoważnia nas nasz bilet. No ale ono jest zamknięte na cztery spusty. Z łaźni już dosłownie pędzimy do autobusu, który zawozi nas do Arequipy. Na dworcu kupujemy bilety autobusowe do Nazca i mamy przed sobą jeszcze trochę czasu, żeby odebrać nasze plecaki z hotelu, w którym zostawiliśmy je na przechowanie. Kiedy stawiamy się z plecakami na dworcu i zgłaszamy się do firmy przewozowej, okazuje się, że nasz autobus ze względu na zbyt małą liczbę pasażerów został odwołany. Zostajemy zatem przeniesieni do autobusu wyższej klasy, tyle tylko że nie dostajemy posiłków. Musimy zatem obejść się jedynie smakiem.