To był taki odruch – otworzyliśmy przewodnik i zobaczyliśmy Pisco. Przeczytaliśmy parę słów, spojrzeliśmy na siebie i już wiedzieliśmy, że chcemy tam jechać. Wczesnym rankiem ładujemy się do autobusu, który wiezie nas do przystani, gdzie wskakujemy do łódki na Islas de Ballestas.
Cała wycieczka to po prostu cały czas otwarte usta ze zdumienia. Delfiny, lwy morskie, ptaki, no i same wyspy jakby z innego świata. Ktoś nazwał to miejsce rajem – naszym zdaniem miał rację. Potem jeszcze idziemy do rezerwatu Paracas. Robi na nas trochę mniejsze wrażenie, choć pustynia nad brzegiem morza to też bardzo ciekawy widok. Obiecywane nam flamingi są, ale tak daleko, że wyglądają po prostu jak niewielkie białe kropki na morzu.
