Taka historia

Australia żyje dziś problemem psów dingo. Może nie wszystkie szwendające się po buszu psy są w centrum uwagi, ale z pewnością są te, które zamieszkują znaną tu wszystkim Wyspę Frasera. Zaliczana przez UNESCO do dziedzictw światowej kultury, oprócz tego, że jest siedliskiem najczystszej krwi dingo, jest również popularnym miejscem biwakowania i spędzania krótkich urlopów.

Kiedy po przybyciu na wyspę wjeżdżaliśmy w tropikalny las, wycie watach dingo dawało się słyszeć bez trudu.

Bez trudu również można było je zauważyć w miejscach kempingowych, rozsianych po całej wyspie. Zarówno turyści, jak i dzikie psy eksplorują ją wzdłuż i wszerz tak, że trudno dziś stwierdzić, kto tu jest przybyszem, a kto rodowitym mieszkańcem.

Spór o to, kogo na wyspie pozostawić, a kogo z niej usunąć, trafił ostatnio na pierwsze strony gazet i czołówki programów informacyjnych. A wszystko za sprawą pewnego reportera i nieszczęśliwego wypadku, w którym psy zagryzły dziecko pozostawione bez opieki. Właściciele ośrodków ulokowanych na wyspie, władze znajdującego się tam parku narodowego, rząd stanowy Quennsland i rząd federalny, media oraz różnego rodzaju aktywiści będą mieli z tą sprawą zajęcie przez najbliższych parę tygodni, zwłaszcza że zaczęto już realizować, wydaną tuż po wypadku, decyzję o odstrzale wszystkich dingo pojawiających się w miejscach kempingowych. Trudno zapewne rozżalonym rodzicom wytłumaczyć, że – prawdę powiedziawszy – sami są sobie winni. Jadąc na wyspę, jak i będąc już na niej, bez trudu znajdowaliśmy informacje o tym, jak się obchodzić z dingo. Wszędzie widnieje ostrzeżenie: „Nigdy nie pozostawiaj dzieci bez opieki”. Wszędzie też są porady, jak się zachować, gdy już przyjdzie nam stanąć oko w oko z dingo. „Nie odwracaj się i nie uciekaj. Cały czas utrzymuj kontakt wzrokowy. Dingo sam odejdzie”.

To mniej więcej tak, jak z naszymi wiejskimi kundlami, które nas obszczekują, gdy pojawimy się na ich terenie. Gdy tylko odwrócimy się do nich plecami, hyc, i już są przy naszych łydkach.

Nie chcę dokonywać sądów nad biednymi rodzicami, ale stają się rzecznikami złej sprawy, nawołując do unicestwienia dingo. Jak słusznie zauważył jeden z przewodników oprowadzających po wyspie: „Czy ktoś słyszał, żeby wybić wszystkie krokodyle w okolicy, tylko dlatego, że ktoś został przez nie rozszarpany, kąpiąc się w niedozwolonym miejscu?”.

Historia ta jest dla mnie doskonałym przykładem tego, jak dziś działają media. Tragedie rodziny doprowadziły w mgnieniu oka do ogólnonarodowej dyskusji. Któryś z reporterów, gdzieś w rozmowie z rodzicami zagryzionego chłopca, może nawet nieświadomy tego co mówi, rzucił od niechcenia: „A może po prostu te psy trzeba z wyspy usunąć”. Stojący w cieniu polityk rządu stanowego w Quennsland, czując swoje pięć minut, wydał decyzję o odstrzale psów. Media dostały kolejną pożywkę. Obrońcy psów i przeciwnicy polityczni najpierw protestują, a zaraz potem, gdy decyzja jest wcielana w życie, kierują sprawę do sądu najwyższego. Brak czasu na refleksję, co jest skutkiem, a co przyczyną. Uciekający czas i wartka akcja mają najwyższy priorytet. To się sprzedaje.

Kreując e-świat jeszcze bardziej zwiększamy już dziś obłędnie szybki obieg informacji. To fakt. Z każdą nowo otwartą witryną WWW powiększa się przestrzeń tego oddziaływania. Finanse, polityka, sport, rozrywka, kultura… wszystko zaczyna tętnić szybciej i szybciej. W porządku. Tylko gdzie jest hamulec bezpieczeństwa?



  • W szkołach o tym nie uczą

    W kuchni na lodówce poprzyczepiane są różne złote myśli. Spisane w formie aforyzmów myśli Matki Teresy z Kalkuty. Ujęte w jedenaście porad doświadczenie życiowe Billa Gatesa. czytaj dalej

  • Smaczny problem

    Siedzimy sobie na huśtawce nad brzegiem morza. Spoglądamy na kolejnych turystów przyjeżdżających na wyspę. Raz dziennie, późnym popołudniem, niewielki stateczek przywozi około pięćdziesięciu osób. Nie dopływa do brzegu. Zatrzymuje się… czytaj dalej

  • Iluzja i rzeczywistość

    Z lotu ptaka kształt wyspy przypomina literę H. Podłużne, skaliste brzegi są trudno dostępne. Całe życie skupia się więc na krótkim i wąskim przesmyku. Tu przybijają łodzie, tu znajduje się większość… czytaj dalej

  • Wiek Azji

    Przypominamy sobie dzieciaki z Siam Reap. 5-7-letnie szkraby pomagające rodzicom w prowadzeniu restauracji prowadziły z nami po angielsku regularną dyskusję. Kiedy jeden z nich przeszedł na hiszpański, byliśmy trochę zaskoczeni. czytaj dalej

  • Kwestia interfejsu

    Małżeństwo w Indiach jest wciąż bardziej przedmiotem negocjacji między zainteresowanymi połączeniem się rodzinami niż wynikiem uczucia między przyszłymi małżonkami. Wykształcenie i urok osobisty pana młodego oraz pozycja społeczna jego rodziny decydują o liczbie… czytaj dalej

  • Medycyna w plecaku

    Mount Everest jest dzisiaj całkiem nieźle okiełznany. Może wejść na niego niemalże każdy. Każdy, kto ma pieniądze. Himalaiści – przynajmniej część z nich – utworzyli lukratywny dla siebie interes w postaci ekspedycji… czytaj dalej