Uśmiech nowej ery

Długi nasyp prowadzi do murów świątyni. Cały kompleks otoczony jest fosą wypełnioną wodą. Przechodzimy przez bramę i wchodzimy na zewnętrzny dziedziniec. Dojście do samej świątyni jest rozświetlone setkami lampek oliwnych. Rozstawione wzdłuż prowadzącego do niej kilkusetmetrowego traktu wyznaczają dojście na widownię. Jedna po drugiej zapalają się lampy oświetlające wieżę świątyni. Pięć przypominających kształtem kwiat lotosu wież góruje nad zgromadzonym tłumem.

Kształt budowli podkreślają rozświetlone galerie otaczające wewnętrzne tarasy świątyni. Uroku dodaje odbicie całości w wodach otaczającego stawu. Sporadycznie Angkor Wat staje się elementem scenografii dla występów Królewskiego Baletu Khmerskiego. Pożegnanie XX wieku jest jedną z tych niewielu okazji. Mieniące się całą gamą barw stroje tancerek i maski tancerzy czasami bardziej absorbują uwagę niż ich wysublimowane ruchy i sącząca się w tle muzyka. Te jedyne w swoim rodzaju występy zawsze zaszczyca swoją obecnością ktoś z rodziny królewskiej. Tym razem jest to książę Norodom Ranariddh. Przewodniczący Zgromadzenia Narodowego jest dzisiaj najpoważniejszym pretendentem do tronu po swoim ojcu.

Po zakończonym występie, gdy widzowie śpiesznie opuszczają świątynię, książę podchodzi do sceny, by złożyć osobiste podziękowania członkom zespołu. Zostajemy, by popatrzeć, jakim nie skrywanym szacunkiem (a może bojaźnią?) artyści darzą Jego Książęcą Mość.

Przypatrując się grzecznościowej wymianie zdań, stajemy się nagle uczestnikami tego wydarzenia. Książę, jako rasowy polityk, po zakończeniu rozmowy z artystami kurtuazyjnie wita się ze wszystkimi zgromadzonymi dokoła. Podchodzi do nas, uśmiechnięty i radosny. Życzymy sobie szczęśliwego Nowego Roku, choć przed nim jeszcze dwa takie wydarzenia. W styczniu chiński, a w kwietniu khmerski Nowy Rok. Po chwili znika w swojej limuzynie. Politycy zawsze wiedzieli, gdzie i jak się pokazać. Zawsze gdy trzeba zadowoleni lub odpowiednio do sytuacji zasmuceni. Są tam, gdzie są ich wyborcy. Rzecz jasna nie omijają Internetu i nie stronią od elektronicznych nowinek. Mają swoje strony domowe, goszczą w chat-roomach, udzielają wywiadów dla internetowych wydań czasopism, popierają rozwój najnowszych technologii. Ostatnio mieliśmy nawet okazję śledzić niebanalną dysputę o wyższości elektronicznego liczenia głosów nad ręcznym. Abstrahując od całej złożoności problemu, Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej uznał w tej kwestii omylne maszyny za bardziej wiarygodne niż równie omylnych ludzi. Czy mógł postąpić inaczej u progu XXI wieku w kraju, który postawił na e-gospodarkę?

Polityka wchodzi do Internetu. Nie ma na to żadnego lekarstwa. Od czasu do czasu ktoś, jakby usprawiedliwiając ekspansję w tym kierunku, wspomni o możliwościach urzeczywistnienia idei demokracji bezpośredniej. Tak do końca nie jestem przekonany, czy to jest dobry pomysł, ale fakt, że z dnia na dzień staje się coraz bardziej prawdopodobny. Gdzieś w tle tego wszystkiego prowadzimy dyskusje o definicji społeczeństwa informacyjnego i jego atrybutach. Dla mnie najlepszym probierzem w tej materii będzie zachowanie polityków. Gdy wydatki na Internet będą pochłaniać ponad połowę budżetów ich kampanii wyborczych, wówczas nie będzie dla mnie żadnych wątpliwości, w jakim społeczeństwie żyjemy i czym dla niego jest ta sieć.



  • W szkołach o tym nie uczą

    W kuchni na lodówce poprzyczepiane są różne złote myśli. Spisane w formie aforyzmów myśli Matki Teresy z Kalkuty. Ujęte w jedenaście porad doświadczenie życiowe Billa Gatesa. czytaj dalej

  • Smaczny problem

    Siedzimy sobie na huśtawce nad brzegiem morza. Spoglądamy na kolejnych turystów przyjeżdżających na wyspę. Raz dziennie, późnym popołudniem, niewielki stateczek przywozi około pięćdziesięciu osób. Nie dopływa do brzegu. Zatrzymuje się… czytaj dalej

  • Iluzja i rzeczywistość

    Z lotu ptaka kształt wyspy przypomina literę H. Podłużne, skaliste brzegi są trudno dostępne. Całe życie skupia się więc na krótkim i wąskim przesmyku. Tu przybijają łodzie, tu znajduje się większość… czytaj dalej

  • Wiek Azji

    Przypominamy sobie dzieciaki z Siam Reap. 5-7-letnie szkraby pomagające rodzicom w prowadzeniu restauracji prowadziły z nami po angielsku regularną dyskusję. Kiedy jeden z nich przeszedł na hiszpański, byliśmy trochę zaskoczeni. czytaj dalej

  • Kwestia interfejsu

    Małżeństwo w Indiach jest wciąż bardziej przedmiotem negocjacji między zainteresowanymi połączeniem się rodzinami niż wynikiem uczucia między przyszłymi małżonkami. Wykształcenie i urok osobisty pana młodego oraz pozycja społeczna jego rodziny decydują o liczbie… czytaj dalej

  • Medycyna w plecaku

    Mount Everest jest dzisiaj całkiem nieźle okiełznany. Może wejść na niego niemalże każdy. Każdy, kto ma pieniądze. Himalaiści – przynajmniej część z nich – utworzyli lukratywny dla siebie interes w postaci ekspedycji… czytaj dalej