Warany

Nasze wątpliwości, czy oglądać olbrzymie jaszczury na wyspie Komodo czy Rinca rozstrzyga wędrowiec, który właśnie wrócił z Komodo i jest nią rozczarowany. Zatem niech będzie Rinca. Zastanawiamy się, jakie te warany będą. Ciekawe, czy naprawdę są aż tak szybkie i niebezpieczne? Czy rzeczywiście jedno ugryzienie powoduje śmierć w męczarniach?

Kapitan naszej niewielkiej jednostki umila nam drogę ciekawostkami z życia wyspy. Podobno dawniej podpływały pod nią olbrzymie wycieczkowe liniowce, a na pokładach gromadzili się ciekawscy pasażerowie z całego świata, by obejrzeć pokaz „Karmienie waranów”. Spoglądamy na niego pytająco.

„To znaczy,” – spieszy z wyjaśnieniem – „na wyspę przywożono wielkie ilości kozłów, które zabijano, by przyciągnąć zgłodniałe jaszczury na brzeg. Ziemia dosłownie była mokra od krwi. To był niesamowity widok. Teraz już tego zakazano.” – kończy i nie jestem taka pewna, czy nie usłyszałam w jego głosie czegoś na kształt nostalgii.

Teraz jedynie małe łódeczki dobijają do brzegu, kupuje się bilet wstępu do parku narodowego i w towarzystwie uzbrojonego strażnika można ruszyć na poszukiwanie przedpotopowych potworów.

Ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu uzbrojenie naszego strażnika sprowadzało się do … zwykłego kija.

Wąska ścieżynką wijącą się przez niewysoki zagajnik prowadzi nas w stronę pagórków pokrytych samotnie rosnącymi drzewami. Kilka razy przebiegają tuż przed nami mniejsze okazy jaszczurów. Wcale nie wzbudzamy ich zainteresowania. Pędzą gdzieś przed siebie, w sobie tylko znanym kierunku.

-Eeeee, te małe, to wcale nie są niebezpieczne- stwierdził strażnik nawet się nie zatrzymując.

– Które są te najniebezpieczniejsze? Te największe? – chcemy wiedzieć.

– Nie. Te największe są leniwe i nie chce im się ruszać. Najgorsze są te średnie. Te rzeczywiście mogą zrobić krzywdę. Na przykład niedawno taki średniej wielkości waran odgryzł rękę jakiemuś strażnikowi, który się na chwileczkę zdrzemnął.

– No i co stało się z tym strażnikiem?”

– No jak to, co? Zmarł w strasznych boleściach”

Nie wiem, czy mam mu wierzyć. Coś mi w tych jego opowieściach nie pasuje. Z jednej strony zapiera się, że strażnicy nie dokarmiają jaszczurów, a z drugiej strony twierdzi, że warany już dawno pożarły wszystkie inne zwierzęta na wyspie. No to wobec tego, co one jedzą. Właśnie chcę zadać mu to pytanie, gdy on gwałtownie się zatrzymuje. Dosłownie na wprost nas wyleguje się jaszczur słusznych rozmiarów. Zdaje się odpoczywać w cieniu olbrzymiego drzewa.

Jest najedzony -szepcze strażnik – Nie powinien być groźny. – ale mocniej zaciska ręce na kiju. Pstrykamy zdjęcia. Waran niby nas ignoruje, ale odnoszę wrażenie, że spod pół przymkniętych powiek śledzi nas czujnym wzrokiem.

– No, dosyć – mówi cicho strażnik – Idziemy, zanim się zdenerwuje.

Żegnamy strażnika przy budynkach należących do obsługi parku. Już, już prawie chcemy wracać, kiedy Włodek wpada na pomysł, że jeszcze chciałby się trochę rozejrzeć po okolicy. Nie wiem dlaczego, ale nasz wzrok przyciągnęły drzewa rosnących tuż za budyneczkami parku. Za ostatnią chatynką prawie, że wpadamy na warana, który jak psiak trąca metalową miskę łudząc się, że może znajdzie tam coś do jedzenia. Nieopodal wyleguje się kolejny jaszczur. I jeszcze jeden, i jeszcze … Mimo że stoimy bardzo blisko „potwora”, ten nawet nie raczy na nas spojrzeć, by sprawdzić, kto mu zakłóca spokój. Dopiero, gdy rzucony przez Włodka spory kamień spada tuż koło jego paszczy, zdumiony powoli obraca głowę i spogląda na nas z wielkim zdziwieniem.