One rupia, please

To straszne, ale po paru tygodniach w Indiach przyzwyczajamy się do widoku żebrzących dzieci. W zasadzie nie tylko do samego widoku, ale i do tego, że szarpią nas za ubrania i wołają: „One rupia, please, One rupia please. Dla twojej dobrej karmy”.

Już się nie dziwimy, nie użalamy się nad nimi, nie wściekamy się na nie, po prostu po jakimś czasie przestajemy je zauważać.

Jednak pewnego razu bosonoga, obdarta i umorusana dziewuszka nie daje nam spokoju. Siedzimy na peronie czekając na pociąg, a ona krąży wokół nas. Lamentującym głosikiem wygłasza swoją litanię nieszczęść zakończoną tradycyjnym:

– One rupia, please.

Włodek znudzony jej nieustawicznymi prośbami postanawia podroczyć się z nią:

– Spójrz, ja też potrzebuję pieniędzy – mówi płaczliwym tonem – Jestem głodny. Mam żonę – i pokazuje na mnie – ona też jest głodna ( Właśnie przechodziłam dur brzuszny i naprawdę wyglądam przeraźliwie chudo) .

Włodek, coraz bardziej wchodząc w rolę żebraka powtarza:

– One rupia, please. Dla twojej dobrej karmy. One rupia.

Dziewuszka zafrapowana i wyraźnie zbita z tropu sięga do węzełka na piersi. Jeszcze jakby się przez chwilę waha, potem jednak zdecydowanym ruchem wyciąga z niego jedną rupię. Wciska ją do ręki osłupiałemu z wrażenia Włodkowi i odchodzi.