Cho La – Dragnag (15 października 2000)

Budzimy się rano. Na oknie szron. Za oknem bielusieńko. Pakujemy się i drepczemy w stronę przełęczy Cho La. Wspinamy się na 5400 metrów. Widoki nieziemskie. Sama przełęcz zasypana śniegiem. Włodek wpada na pomysł wydeptania w śniegu napisu „POLSKA”. Jednak już przy literze P jest tak wyczerpany, że rezygnuje ze swojego pomysłu. Schodzimy w dół. Koszmar. Żwir, kamienie, wszystko się obsuwa, szlaku nie widać. Na dole jakiś porter wije się z bólu głowy – choroba wysokościowa. Dajemy mu coś przeciwbólowego i mamy nadzieję, że gdy zejdzie z przełęczy, poczuje się lepiej. Około 16:00 docieramy do Dragnag i tam zatrzymujemy się na nocleg.