Khumjung – Phakding (19 października 2000)

My zdecydowanie chcemy schodzić w dół. Przed nami jeszcze droga do Jiri, według przewodnika około sześciu dni. Adam ma jeszcze trochę czasu i mimo że nie najlepiej się czuje, decyduje się na jeszcze jedną wędrówkę w wysokie góry. Rozstajemy się w Syangboche. Trochę nam smutno, jeszcze machamy sobie z oddali, a potem Adam znika nam z widoku. No cóż, musimy poczekać do marca, aż zobaczymy się w Australii. Wędrujemy do Phakding. Dzień jest pochmurny – nasz pierwszy pochmurny dzień w górach. Do Namche Bazaar walą tłumy, dosłownie trudno się czasami przecisnąć między porterami, jakami i turystami. Nie ma nawet gdzie załatwić się w spokoju, taki tu ruch. W Phakding po raz ostatni fundujemy sobie luksusik: domek z własną łazienką. Dalej nie wiemy, co nas czeka.