Bangkok (21 grudnia 2000)

Dzisiaj wyjątkowo nie zmieniamy hotelu. I zamierzamy pobawić się w prawdziwych turystów. Kupujemy bilety do Pałacu Królewskiego i Wat Phra Kaew (nazwy tajlandzkie wytrącają mnie z równowagi). Szmaragdowy Budda patrzy na nas obojętnie z wysokiego piedestału. Ubrany jest w strój odpowiedni dla pory suchej. Przyglądam się zebranym wiernym. Klęczą, nikt nie ma stóp zwróconych w stronę Buddy i biją mu pokłony. Niesamowity widok. Przez ogrody i pałac przewalają się tłumy turystów i wiernych. Pałac zachwyca nas kolorowymi dachami, a osiem prangów, każdy w innym kolorze, mieni się w słońcu. Złota wieża Phra Si Rattana Chedi mieszcząca fragment kości mostka Buddy (ale go rozczłonkowali) bije po oczach złotem.