Bangkok – Ancient City (22 grudnia 2000)

Znowu zmieniamy hotel. Już nam to weszło w krew. Kupujemy mapę autobusową i czujemy, że możemy podbić Bangkok. Wybieramy się do Ancient City. To miejsce stworzone przez biznesmena i filantropa. Na jego życzenie utworzono park, którego plan przypomina kształtem mapę Tajlandii, i zbudowano miniaturową krainę. Ciekawość nas zżera. Ale najpierw trzeba tam się dostać. Autobus 25 dowozi nas do Pak Nam, a dalej, według przewodnika, mamy złapać lokalny autobus. Rozglądamy się, ale nigdzie nie widzimy lokalnego autobusu. Próbujemy zapytać się kogoś o drogę. Nikt nas nie rozumie. Na szczęście dla nas zjawia się Amerykanin, który uczy w tej dzielnicy angielskiego. Cieszy się, że nas widzi, bo w tej dzielnicy nie spotyka się białych. Pomaga nam znaleźć przystanek. Lokalny autobus nr 36 wygląda jak polonez truck, tyle tylko, że w miejscu budy ma ławki dla pasażerów. Docieramy do Ancient City. Jest niesamowite – wszystkie zabytki Tajlandii zebrane w jednym miejscu. Jesteśmy jednymi z niewielu ludzi poruszających się pieszo. Tajlandczycy zwiedzają park z okien klimatyzowanych samochodów. Włodek w pewnej chwili dostrzega dziwne zwierzę przypominające legwana. Rusza za nim w pościg. Niestety legwan jest szybszy (o ile to w ogóle był legwan). Dzień mija nam tak szybko w tym urokliwym miejscu, że nawet nie zauważamy, że już zamykają bramy parku. Opuszczamy go jako jedni z ostatnich.