Dzisiaj kolej na Ayutthaya. To jedna z byłych stolic Tajlandii. Dojeżdżamy koleją, wynajmujemy rowery, z którymi przeprawiamy się promem i ruszamy w miasto. Ruiny rozrzucone są po całym mieście. Zwiedzamy je sumiennie. Ja głównie nastawiam się na pałac królewski. Ale jakoś nie możemy go znaleźć. Jest co prawda jakiś kompleks świątyń, ale pałacu ani widu, ani słychu. Ruszamy dalej.
Dojeżdżamy do Wat Na Phra Men. Prawie nic z tej świątyni się nie ostało. Jednak przy nowej świątyni utworzono przemiły park. Siadamy przy małej sadzawce. Włodek pisze artykuł, a ja karmię ryby. Jedzą dosłownie z ręki. Podaję im na patyczku kawałki ananasa. Wcinają bez mrugnięcia powieką. No i znowu czas w drogę. Upieramy się przy znalezieniu tego pałacu. Okazuje się jednak, że po nim prawie nic nie zostało i z tego powodu go nawet nie zauważyliśmy.
