Bangkok (26 grudnia 2000)

Dziś zwiedzamy pałac Vimanmek. W rozległym parku znajduje się były pałac królewski Ramy V. Zbudowany ze złocistego drewna tekowego bez jednego gwoździa. Już przy wejściu muszę się cofnąć, ponieważ mam bluzkę bez rękawów. Potem okazuje się, że wszystkie nasze rzeczy musimy zostawić na zewnątrz (wolno nam tylko zatrzymać przy sobie portfele). Nie możemy zwiedzać sami – musimy iść z przewodnikiem. Co za męczarnia! W dodatku psujemy przewodniczce jej wszystkie „numery”, którymi zgania turystów. Włodek ani na chwilę nie gubi się w pomieszczeniach pałacu i potrafi na makiecie wskazać miejsce naszego pobytu. Ja rozpoznaję królową Wiktorię z czasów młodości oraz róg nosorożca. Poza tym dość trudno nam tę przewodniczkę zrozumieć. Wyraz „piter” po jakimś czasie odszyfrowujemy jako „picture”. W pewnym momencie przewodniczka prosi nas, abyśmy padli na kolana i pokłonili się do ziemi portretowi króla. Bardzo nas to bawi. A potem pędzimy na pokaz tradycyjnych tańców tajskich i pędem do domu po nasze paszporty. Jutro znowu w drogę. Przed nami Kambodża.