Bangkok (27 stycznia 2001)

Ponieważ pociąg ma dwugodzinne opóźnienie, wysypiamy się bardzo dobrze i zgodnie już z tradycją Włodek kupuje lody na stacji. Potem wsiadamy w autobus na Khao San i poszukujemy hotelu. No i jak zwykle internet, internet i jeszcze raz internet, no i inne sprawy organizacyjne.