Jak to miło jest być na wakacjach. Siedzimy na zadaszonym tarasie, jemy pyszne śniadanie i przyglądamy się małpie. Walczy ze sznurkiem, z którego chyba postanowiła zrobić sobie huśtawkę. Już po pół godzinie zorientowała się, że sznur należy przerzucić przez gałąź i musi trzymać dwie końcówki sznurka, żeby nie spaść. Zastanawiamy się, czy uda jej się zrobić węzeł. Wygląda na to, że małpka wie, że czegoś brakuje, tylko że za nic nie może zorientować się czego.
Po południu wybieramy się na spacer po naszej wyspie. Idziemy jedną z dwóch ścieżek na wyspie. Obydwie prowadzą przez dżunglę porośniętą przez rośliny, które u nas kupuje się w sklepach ogrodniczych. Docieramy do jedynej na wyspie wioski. Małe bambusowe chatynki porozrzucane wśród palm. Nikt tu nie zamyka drzwi, o ile w ogóle domki mają drzwi. Gdzieś mama karmi piersią dziecko, dzieciaki bawią się z psem, rzucając w niego kokosem, starsi chłopcy grają w piłkę. Włodek na chwilę przyłącza się do nich.
O tym że jest to XXI wiek, przypominają baterie słoneczne, które zapewniają wyspie 3 godziny prądu, i gdzieniegdzie blaszane dachy. Słońce powolutku zachodzi, a my jak szaleni robimy zdjęcia. Jest morze, my i cisza.
