Koh Lipe (18 lutego 2001)

I znowu za nami jeden z tych słodkich poranków w łóżku. A potem śniadanie i nasze ambitne plany zwiedzenia drugiej części wyspy kończą się przy stoliku, przy herbacie i rozkosznym leniuchowaniu. Znajoma Szwedka informuje nas, że większość osób na wyspie ma dolegliwości żołądkowe. Ona spędziła całą noc w toalecie. Zobaczymy, czy nas też chwyci. Jak na razie czujemy się świetnie. Wreszcie, kiedy słońce już tak nie praży, wybieramy się na spacer. Ścieżynka wiodąca przez dżunglę prowadzi nas do resortu o wiele sugerującej nazwie Porn. Uważnie oglądamy sobie ten ośrodek, ale nie ma w nim niczego, co mogłoby uzasadnić jego nazwę. Siedzimy na huśtawce, uczymy się hiszpańskiego, jak szaleni robimy sobie zdjęcia i czekamy na zachód słońca.