Rano mam wrażenie, że budzę się w środku nocy. Włodek przypomina mi, że tak właśnie jest. Różnica między Tajlandią a Nową Zelandią wynosi 6 godzin. Różnica względem Polski – 12 godzin. Dalej już nie możemy się cofnąć w czasie. Bill podrzuca nas do miasta, do schroniska młodzieżowego. Tam jego zdaniem znajdziemy wszystkie interesujące nas informacje. Rzeczywiście – schronisko jest jedną wielką kopalnią informacji, a nas głównie interesuje wynajęcie samochodu. Włodek wydzwania do wszystkich możliwych biur w mieście. Nie wiem już za którym telefonem znajdujemy interesujący nas samochód. Teraz pozostaje tylko dotarcie do wypożyczalni. Łapiemy autobus i zadowoleni mkniemy w prawidłowym kierunku. Nie przewidzieliśmy tylko jednej rzeczy. Po wyjściu z autobusu odkrywamy, że pomiędzy nami a wypożyczalnią biegnie potężna autostrada, której obejść nie obejdziemy w ciągu 5 minut, które pozostały nam do wyznaczonego spotkania, a przeskoczyć też nie przeskoczymy. Włodek dostrzega samochód policyjny i z niewinną miną pyta się policjantki, jak bezpiecznie w ciągu pięciu minut mamy pokonać autostradę. „Wskakujcie” – mówi policjantka – „podwieziemy was”. I tak oto podjeżdżamy pod wypożyczalnię bardzo szczególną taksówką. Spisujemy umowę, no i teraz to najgorsze. Zasiadam za kierownicą. Boże! Dźwignia skrzyni biegów jest z lewej strony. Będę musiała zmieniać biegi lewą ręką! To, co potem się dzieje, powinno zostać przemilczane na wieki. Wyjeżdżam za kierownicą, wykonuję tłum nadmiarowych ruchów. Zamiast kierunkowskazów włączam wycieraczki, nie jestem w stanie złożyć spójnego obrazu z lusterek, nie rozumiem, dlaczego w ruchu lewostronnym samochody z prawej strony mają pierwszeństwo, i zaliczam prawie wszystkie krawężniki. Ale jakoś dojeżdżamy. Włodek pociesza mnie, że wcale nie jest tak źle. No i wreszcie mamy czas na Auckland. Wybieramy się na Mt Eden – jeden z siedmiu wygasłych wulkanów na terenie miasta. Jeszcze na samym jego szczycie znajduje się potężny krater. Podjadając ciasteczka z Tajlandii, podziwiamy panoramę miasta i układamy plany na następny dzień. Zanim się spostrzegamy, już robi się ciemno. Z góry widzimy na niebiesko podświetloną wieżę telewizyjną.
Auckland (26 lutego 2001)
Teksty oryginalne dziennika „Podróż dookoła świata” pisane na komputerach bez zainstalowanych polskich znaków diakrytycznych. Korekta językowa wykonana automatycznie. Brak pełnej poprawności językowej.
Podróż dookoła świata
- Urzekająca egzotyka
- Pierwszy rafting
- Jest cudownie
- Puskhar Camel Festival
- Jaisalmer i Thar Desert
- Wakacje od wakacji
- Czysta przyjemność
- Dzień Wszystkich Świętych
- Pamiętny rzut monetą
- Wigilia poza domem
- Angkor Wat
- Koncert milenijny
- Trekking w Chiang Mai
- Mekong
- Inner-tube rafting
- Pierwszy „nur” w ciepłej wodzie
- Full Moon Party
- Black water rafting
- Skok na bungy
- Oodnadatta Track
- Uluru i Kata Tjuta
- Wielka Rafa Koralowa
- Sea World
- Borobodur
- Krajobraz Mt. Bromo
- Polscy księża misjonarze
- Raj na ziemi
- Znowu w szkole
- Blue Hole
- Ruiny Majów
- Kolorowa Guelaguetza
- Uroczy świat Tequili
- Olbrzymie olbrzymy
- Prawdziwy Dziki Zachód
- Błogie życie w SLC
- Cuda natury
- Machu Picchu
- Droga śmierci do parku Madidi
- Kopalnie srebra w Potosí
- Uwięzieni w Uyuni
- Ogromne ptaszyska
- Salsa, cygara i socjalizm
- Nasza złota jesień
