Auckland – Waitomo Caves – Taupo (2 marca 2001)

Jeszcze w Nepalu Val i Bill wspominali nam o black-water rafting. Nowozelandczycy słyną z szalonych pomysłów. Black-water rafting to spływ na oponach podziemną rzeką. Żeby zmieścić się w czasie, planując ten dzień dużo wcześniej, zarezerwowaliśmy sobie miejsca na rafting na 13:00. Udaje się nam dotrzeć na czas. Ale tu spotyka nas niespodzianka – niestety nie odczytano e-maila z naszą rezerwacją i wyprawa o 13:00 jest już dla nas niedostępna. Włodek jest wściekły. Żeby to się zdarzyło w Indiach, to rozumiem, ale tutaj! Ale w końcu jesteśmy na wakacjach, więc próbujemy się zrelaksować i rezerwujemy sobie wyprawę na 15:30.

Relaksujemy się w miejscowym muzeum, które jest dość beznadziejne, ale pozwala zabić nam trochę czasu. Wreszcie rafting. Dostajemy pianki, skarpetki, kalosze, opony i wędrujemy nad rzekę. Najpierw ćwiczenia i próbny skok do wody – śmiechu co niemiara. Potem długa wędrówka pod górę. Trzech chłopaków z Izraela sapie, że nie zapłacili za chodzenie, tylko za spływ podziemną rzeką. Są bardzo zabawni. Jeden z nich, kiedy dowiaduje się, że jesteśmy z Polski, mówi, że jego tata pochodzi z Polski, a on sam ma jeszcze polski paszport, mimo że urodził się już w Izraelu.

Wreszcie docieramy do dziury w ziemi. Zastanawiam się, jak do niej się wcisnę. O dziwo udaje się nam to wszystkim. Siedzimy w ciemnej jaskini, podziemna rzeka huczy głośno. Najpierw jednak przeciskamy się do wodospadu, a potem pędzimy rzeką w dół. Następny wodospad, potem podziemne korytarze i znowu wodospad i skok z niego. Później rzeka uspokaja się i podziwiamy świetliki (glowwormy) na sklepieniach tuneli. Wyglądają jak gwiazdy na niebie. I znowu skok z wodospadu. Jest mi już zimno. I właśnie kiedy myślę, że jest mi okropnie zimno, dostaję pyszną czekoladową rybkę. Rozgrzewa nas to na chwilę i dalej spływamy rzeką. Mam wrażenie, że jest najwolniejsza ze wszystkich. Jeden z Izraelczyków pomaga mi i holuje mnie przez jakiś czas. I znowu światło dzienne.

W bazie czeka na nas gorący prysznic i wspaniała zupa pomidorowa ze świeżymi bułeczkami. Z przerażeniem spoglądamy na zegarek. W Taupo mieliśmy być koło 19:00. A tu już po 18:00. Cathy (nasz następny host serwasowy) już pewnie na nas czeka. Cathy rzeczywiście już trochę się niepokoiła. Ale już jesteśmy i jest bardzo szczęśliwa. Wcale nie przejmuje się tym, że odkrywamy, iż nasz tak długo oczekiwany i aktualny list serwasowy zostawiliśmy w Auckland. My trochę inaczej do tego podchodzimy – chcielibyśmy już zadzwonić do Val i zapytać się, czy przypadkiem nie wyrzuciła naszego listu. Cathy zwraca nam uwagę, że już jest 11 w nocy i może lepiej zadzwonić rano.