Taupo (3 marca 2001)

I mamy więcej szczęścia niż rozumu – Val jedzie następnego dnia do Rotorua (niedaleko Taupo) i tam od niej odbierzemy nasz list. W Taupo trudno nam było znaleźć nocleg. Dlaczego? Bardzo prosta przyczyna – po prostu zawody Iron Mana. Niewielkie miasteczko wypełnione jest po brzegi. Tłum, jak to określiła Cathy, „niesamowitych ciał” pojawia się na ulicach miasteczka.

Wybieramy się pooglądać zawody. Prawie 4 km do przepłynięcia, 180 km do przejechania na rowerze i maraton do przebiegnięcia. Rzeczywiście, żeby tego dokonać, trzeba mieć doskonałe i sprawne ciało. Oglądamy zawodników z podziwem. Po południu pomagamy Cathy w ogródku i jedziemy z nią na kemping, który prowadzi jej brat. Popijamy tam pyszną kawę i wybieramy się na spacer po tzw. obszarze termicznym.

Okolice Taupo są całe „podminowane” gorącymi źródłami. W niektórych domach gorąca woda pochodzi właśnie z gorących źródeł. Kiedy przyglądamy się dymiącym źródłom, a wokół roztacza się zapach siarki, nie dziwimy się śladom małych raciczek w glinie.