Wellington – Picton – Motueka (9 marca 2001)

Na promie głównie śpimy. Trochę jesteśmy zaskoczeni obrzydliwą pogodą panującą w Picton – wieje, zimno, leje. Zaglądamy do informacji turystycznej i patrzymy, co warto zrobić. Mnóstwo parków jest zamkniętych ze względu na wielką suszę i niebezpieczeństwo pożarowe. Decydujemy się dojechać do Motueki, rezygnując z Karikoury (słynnej z wielorybniczych safari). W Motuece znajdujemy przesympatyczny hotelik, gdzie kładziemy się na 20 minut pospać i śpimy do następnego dnia rano.