Dunedin (18 marca 2001)

Budzimy się w cudownym, wielkim i miękkim łóżku. Czas się zatrzymał, powój zagląda przez okna. Cisza wisi w powietrzu, a drzewa i strumień w ogrodzie szumią w takt jednej melodii. Ogród wokół domu to raczej park, a sam dom to zaklęta kraina, z której nie chcę się wychodzić. Bob oprowadza nas po ogrodzie, a później jedziemy obejrzeć jego wielką pasję: stare maszyny. Chcemy zobaczyć też albatrosy i foki, co nam się udaje, mimo że rezygnujemy z wejścia do rezerwatu. My to mamy szczęście. Do Dunedin wracamy trasą widokową, a wieczorem włóczymy się po mieście. Kiedy docieramy do pierwszego kościoła, zauważamy po drodze tablicę upamiętniającą wybudowanie pierwszego więzienia. No jacyż to oni byli zorganizowani: kościół i więzienie jako pierwsze instytucje.