Dunedin – Mount Cook (20 marca 2001)

Rano znajdujemy na stole list od Boba i książkę Kate Mansfield. Tego się nie spodziewaliśmy – to znaczy wiedzieliśmy, że Bob ma wyjechać rano, ale żeby zostawił nam książkę… Bardzo się cieszę. Już od Wellington chciałam przeczytać coś napisanego przez tę nowozelandzką pisarkę. Na nas już czas. Do Mt Cook daleko. Po drodze dociera do nas fakt, że tu południe jest na północy. Niesamowite! Docieramy gdzieś koło piątej i mamy tylko czas na krótki spacer i herbatę w Hermitage z widokiem na zachodzące słońce nad Mt Cook. Śmiesznie wyglądamy wśród tłumu elegancko ubranych Japończyków, zwłaszcza ja w moich pocerowanych spodniach.