Adelaide (29 marca 2001)

O Australio! Jakaś ty olbrzymia! Trzy strefy czasowe! A my właśnie wyjechaliśmy z jednej i nie przestawiliśmy zegarków. Budzi nas zatem budzik nie o 6:30, ale o 5:30. Cieszymy się, że mamy jeszcze godzinę snu, zanim Włodek odwiezie Adama do szpitala. O 6:30 macham im na do widzenia. A potem śniadanie w ogrodzie nad brzegiem basenu. Wcinamy najprawdziwsze kiszone ogórki, czemu chyba ze zdziwieniem przygląda się góra z parku narodowego, który zaczyna się tuż za ogrodem Adama. Jak cudownie jest leniuchować, czytać książki i słuchać muzyki.