Alice Springs – Tennant Creek (9 kwietnia 2001)

Pusta i prosta droga, która wydaje się nie mieć końca. Słońce pali niemiłosiernie. Na naszym termometrze już dawno skończyła się skala. Słuchamy namiętnie płyty „Przygody Priscilli, królowej pustyni”, w którą zaopatrzyła nas Kasia na drogę. Upał tak na nas wpływa, że nawet nie mamy ochoty na akrobacje wśród kamieni diabelskich. W nocy płoną trawy. Czerwona łuna na niebie towarzyszy nam przez wiele kilometrów.