Katherine – gdzies na Tableland Hwy (16 kwietnia 2001)

Teraz ja jestem kierowcą aż do Daly Waters, tam skręcamy w Carpenteria Highway poleconą nam przez Allana. Tu kierownicę przejmuje Włodek. Carpenteria Highway to droga w większości asfaltowa szeroka na jeden samochód. „Jeśli jedzie coś z naprzeciwka, należy zjechać na pobocze” – tłumaczy mi Włodek. „A niby dlaczego ja mam zjeżdżać na pobocze?” – pytam trochę poirytowana. „Oni nie mogą?” – „Bo wtedy ty jedziesz poboczem i to spod twoich kół lecą kamienie, a nie spod jego – więc ty nie będziesz miała wybitej szyby” – tłumaczy mi Włodek. No i proszę, co to się może kryć pod zwykłą uprzejmością. Obiad jemy na samotnym wzgórzu. Włodek mobilizuje się i sprawdza stan oleju w naszym „bydlaczku”, który przy okazji okazuje się czterolitrowym, a nie jak poprzednio myśleliśmy dwulitrowym. Do Cape Crawford docieramy, kiedy zaczyna się zmierzchać. Droga zamienia się dla mnie w piekło. Trzeba naprawdę uważać, żeby nie zderzyć się z kangurem, dingo lub krową. Włodek zastanawia się, dlaczego krowy tak bardzo lubią się szwendać po drodze. Zwracam mu uwagę, że to my szwendamy się krowom pod nogami, bo przecież jedziemy przez olbrzymie pastwisko. W światłach reflektorów błyszczą oczy krów – nigdy nie wiadomo, w którą stronę ruszą. Zatrzymujemy się na pierwszym miejscu postojowym i tam spędzamy noc, atakowani przez niezliczone ilości owadów.