Caloundra (4 maja 2001)

Rano przejażdżka Jaguarem SS100 – diabelnie fotogeniczny samochód. Zdrowe owocowe śniadanko z pysznym chlebem pieczonym przez pana domu i wycieczka do Glass Mountain. Przedziwne formacje skalne dające wiele do myślenia oraz krótki spacer po lesie tropikalnym, gdzie w zupełnie niepostrzeżony sposób do małego palca na nodze przyczepia mi się pijawka. Zauważam ją, kiedy czuję dziwne uszczypnięcia, a bestia zdążyła się już całkiem nieźle nażłopać się mojej krwi. W pierwszej chwili wydaje mi się, że to jakiś dziwny ślimak i próbuję go zrzucić. Uderzam w niego kilkakrotnie, ale dopiero za trzecim razem „ślimak” odpada od mojego palca. A z palca leje się krew. Wreszcie przydaje mi się plaster. Do Caloundry wracamy okrężną drogą przez miasteczko Montville pełne sklepików z miejscowymi wyrobami. Włóczymy się po nich i gawędzimy ze sprzedawcami. Wieczorem oglądamy program, którym fascynuje się większa połowa Australii, czyli teleturniej „Przetrwanie”. Dziś finał – ktoś dostanie milion dolarów.