Caloundra – Brisbane – Gold Coast (5 maja 2001)

Wielkie miasta zaczynają nas przerażać. Ja patrzę dziko na tłumy ludzi i samochodów. A Brisbane jest tylko początkiem powrotu do cywilizacji. Wszędzie mnóstwo, mnóstwo ludzi. Przejeżdżamy przez centrum, wjeżdżamy na Mt Coot-tha i spacerujemy po ogrodach botanicznych. Późnym wieczorem docieramy na Gold Coast i rozbijamy się na kempingu, gdzie spotykamy naszego towarzysza z kempingu z Cairns. Wtedy w Cairns nie mógł ścierpieć, jak Włodek otwierał puszkę swoim scyzorykiem, i wysłał swoją córkę z otwieraczem do konserw. Jaki ten świat mały!