Moni – Bajawa (29 maja 2001)

Na Kelimutu wjeżdżamy truckiem. Leniwy przewodnik prowadzi nas w złe miejsce, ale wschód nie był jakiś specjalny, więc nie ma czego żałować. Robię z przyzwoitości jedno zdjęcie. Wspinamy się na właściwy punkt widokowy już sami. Oglądamy słynne jeziorka. Mamy szczęście – jest słońce, chmury jeszcze nie dotarły z dolin. Jeziorka rzeczywiście są różnych kolorów. Według miejscowych legend do nich wędrują dusze po śmierci. Na nas już czas, bo musimy zejść do Moni, żeby złapać autobus, który odjeżdża gdzieś pomiędzy 10:00 a 13:00. Pędzimy w dół tak szybko, że prawie nadeptuję na żmiję. W ostatniej chwili zauważam ją i na sekundę zatrzymuję nogę w powietrzu. Dobrze, że tak pędziliśmy. Dzisiaj autobus odjechał o 9:55.