Tulum – Isla Mujeres (2 lipca 2001)

Rano znowu do taksówki. Oczywiście taksówkarz chce nam wydać 10, a nie 20 peso. Ale ostrzeżeni uważnie przyglądamy się monecie. I znowu autobus, tym razem do Cancún. Na stacji autobusowej w Cancún jakiś pan podchodzi do mnie i pyta się, czy jestem z Polski. Zaskoczona mówię, że tak, ale skąd on wie o tym? „Masz na czapeczce napisane GDYNIA”. No proszę – to oni w Meksyku wiedzą, że Gdynia leży w Polsce. Pan, widząc moją zaskoczoną minę, tłumaczy, że pracuje w firmie spedycyjnej, która wysyłała towary do Polski do portu Gdynia. Stąd nazwa miasta jest mu znajoma. Trochę sobie gawędzimy. Pan kręci nas na kamerze wideo i ściskamy sobie dłonie. Dojeżdżamy do Puerto Juárez i promem przedostajemy się na Isla Mujeres, gdzie zamierzamy leniuchować na słońcu pod palmami.