Guanajuato (31 lipca 2001)

Czujemy się zdecydowanie lepiej, więc zdecydowanym krokiem idziemy do muzeum mumii. Polecano je nam już w Gwatemali i w naszym przewodniku też poświęcono mu wiele miejsca. Wcale nie jestem pewna, czy chcę je zobaczyć, ale… skoro już tu jestem…

Muzeum powstało z bardzo prozaicznej przyczyny. Na miejskim cmentarzu nie było już miejsca na nowe groby, zaczęto więc likwidować te, za które już nikt nie wnosił opłat. Ku zdumieniu osób przeprowadzających ekshumacje okazało się, że… wykopują mumie. Przy niezwykłej narodowej meksykańskiej obsesji na punkcie śmierci (pamiątki w postaci szkieletów, czaszek mniejszych i większych) nie pozostało nic innego, jak tylko stworzyć muzeum, w którym umieszcza się systematycznie wykopywane zwłoki – mumie. Mnie już w pierwszej sali zrobiło się słabo i jakoś tak dziwnie. Jestem chyba jedyną osobą, która nie przygląda się mumii z odległości 0,5 m .

Meksykanie są zachwyceni. Panienki w kolorowych spódniczkach z solidnym makijażem pozują na tle mumii do zdjęć. Jakiś bardzo przejęty pan wszystko nagrywa na kamerę wideo. Włodek szturcha mnie w bok i pyta: „Czemu nie robisz zdjęć?” Wręczam mu aparat do ręki w niemym geście: „Sam zrób te zdjęcia”. Przy wyjściu jakiś uliczny sprzedawca chwyta mnie za rękę i wyszczerzając zęby woła: „Jakaś pamiąteczkę?” Z przerażeniem widzę, że wciska mi do ręki jakieś słodycze w kształcie mumii. Mam nadzieję, że druga część naszego planu zwiedzania miasta będzie życzliwsza dla mojej psychiki.

Wędrujemy w dół wąskimi uliczkami z zainteresowaniem przyglądając się starym domczyskom. W pewnej chwili kawalkada koni. No wreszcie Meksyk, na jaki czekaliśmy. Dumni jeźdźcy paradują na koniach przez miasto, my towarzyszymy im przez jakiś czas.

Później wskakujemy do autobusu, który dowozi nas do ekshacjendy San Gabriel de Barrera. Hacjenda była własnością bogatej rodziny posiadającej kopalnię srebra w Guanajuato. Właśnie srebro stanowiło kiedyś o bogactwie tego miasta i jego mieszkańców. To też srebro doprowadziło do buntu przeciwko koronie hiszpańskiej, która żądała zbyt dużego procentu od zysków. Zbuntowany ksiądz Miguel Hidalgo poprowadził zbuntowanych mieszkańców kolonii przeciwko koronie. W przypadku Guanajuato skończyło się to niechlubną loterią, w której żołnierze hiszpańscy losowali nazwiska mieszkańców, których następnie torturowano i wieszano. Po hacjendzie nie widać śladów walki. Cisza, spokój, piękne ogrody i wspaniałe wnętrza. Czas się zatrzymał, w podświadomości czekamy, aż z którychś drzwi wyjdzie señor Barrera i przywita się z nami. Niestety to tylko nasza wyobraźnia.

Wieczorem wybieramy się jeszcze raz na spacer uliczkami i placami miasta, tym razem przyglądając się uważnie głównemu teatrowi miasta, w którym między innymi odbywa się słynny festiwal Cervantesa.