Chihuahua – USA (9 sierpnia 2001)

Rano udaje się nam jeszcze zwiedzić muzeum kontrowersyjnego bohatera Meksyku. Były bandyta, złodziej i morderca stał się wielkim bohaterem tego kraju i generałem Rewolucji. Podobno, kiedy już sam został generałem, o swojej przeszłości wspominał niechętnie, a jeśli już, to lubił przyrównywać się do Robin Hooda. Muzeum jest w jego byłej willi, która teraz należy do państwa i jest obsługiwana przez żołnierzy. Przedtem mieszkała w niej ta szczęśliwa małżonka bohatera, którą sąd uznał za jedyną właściwą żonę. Pozostałe towarzyszki życia wielkiego bohatera musiały obejść się ze smakiem. I już znowu w drodze na stację autobusową, gdzie jakiś przemiły robotnik udziela nam rad, twierdząc, że Los Angeles jest niezwykle niebezpieczne. Nie wiadomo po raz który dochodzimy do wniosku, że chyba nie ma bezpiecznego miejsca na świecie. I że obce zawsze wydaje nam się dużo groźniejsze niż własne. Przekroczenie granicy to chwila moment – nikt nie interesuje się naszymi przedłużonymi kartami turystycznymi. I tak oto jesteśmy w Stanach.