San Francisco (18 sierpnia 2001)

Wraz z Idith i Derekiem wybieramy się promem z Oakland do San Francisco, do dzielnicy chińskiej. Wędrujemy uliczkami miasta, gdzie głównie panuje język chiński, a na ulicach sprzedają gołębie, ale wcale nie jako zwierzątka domowe, tylko jako pyszne mięso na obiad. Wędrujemy uliczkami, którymi Włodek chodził cztery lata temu, i udaje mi się rozpoznać miejsca, w których robił zdjęcia. Wspinamy się na Telegraph Hill i oglądamy panoramę miasta i przeurocze domki rozrzucone na wzgórzach. A potem Fisherman’s Wharf z setkami lwów morskich, które zaciekle i zawzięcie się kłócą i spychają do wody. No i oczywiście wędrujemy pod Golden Gate Bridge ponownie, oglądamy Cable Car i przechadzamy się po dzielnicach bogaczy, którzy chyba mają kompleks bycia Amerykanami, bo w tej dzielnicy widzi się tylko europejskie samochody takie jak Mercedes, BMW, Lamborghini czy Ferrari. A potem wykończeni tym 12-milowym marszem wsiadamy w tramwaj i jedziemy do domu.