Yosemite NP (20 sierpnia 2001)

Dziś znowu podążamy śladem Włodka sprzed 4 lat. Próbuję rozpoznać drzewa, na których robił zdjęcia, i z niepokojem przyglądamy się łunie na niebie. Jesteśmy trochę zdenerwowani, kiedy dowiadujemy się, że droga, którą chcemy wyjechać z parku, jest zamknięta właśnie ze względu na wielki pożar. Na szczęście okazuje się, że jest ona zamknięta przy wjeździe zachodnim, a my jedziemy na wschód. Wszyscy nam mówili, że znalezienie noclegu w Yosemite latem to cud nad cudy. I cud się wydarzył – znajdujemy ostatnie miejsce na campingu, rozpalamy ognisko i patrzymy w gwiazdy, oczywiście wcześniej chowając wszystko, co mogłoby zainteresować niedźwiedzie, do misioodpornej stalowej skrzyni. Wpełzamy do śpiworów, żeby było nam cieplej, bo robi się przeraźliwie zimno. Cóż – jesteśmy ponad 2000 metrów nad poziomem morza.