Nie tylko noc jest zimna – dzień jest obrzydliwie zimny także. Nakładam na siebie wszystkie ciuchy i jedziemy do Mesa Verde. To miejsce, gdzie znaleziono mnóstwo puebli Anasazi – dziwnego plemienia, które, jak donoszą miejscowe legendy, przyszło z innego świata i po zbudowaniu swoich osiedli w coraz to bardziej niedostępnych miejscach po prostu zniknęło bez śladu.
W centrum dla odwiedzających wykupujemy 2 wycieczki. Trochę jestem zaniepokojona, ponieważ ostrzegają, żeby osoby z lękiem wysokości (od razu przypomina mi się Kozi Wierch i Orla Perć) bądź klaustrofobią nie powinny korzystać z tej oferty. No cóż – zobaczymy. Najwyżej zamknę oczy i nie będę patrzyła w dół.

© 2026 Włodzimierz Serwiński. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Najpierw wybieramy się do Cliff Palace. Rzeczywiście pueblo wydaje się być przyczepione do pionowej skały, więc musimy wspiąć się po paru drabinkach, ale wcale nie jest to aż takie straszne. Naszym przewodnikiem jest Indianin z plemienia Hopi. Jego opowieści o Anasazi są zabawne i ciekawe – miejsce nabiera żywszych kolorów. Uczestnicy naszej wycieczki zadają mnóstwo pytań. Na wiele z nich nie ma odpowiedzi, tylko spekulacje. Dlaczego tak nagle zniknęli? Kogo się bali? Przed kim uciekali? Jak mogli żyć w tak niedostępnych miejscach? Gdzie grzebali swoich zmarłych? Pewnie wiele z tych pytań pozostanie na zawsze bez odpowiedzi w 100% pewnej.
Archeolodzy przypuszczają, że powodem budowania coraz bardziej niedostępnych twierdz była długoletnia susza i spowodowany nią brak żywności. Balcony House, który zwiedzamy następnie, wydawałby się potwierdzać tę teorię – składa się on głównie z olbrzymich spichrzów służących do przechowywania zboża i fasoli, do których trzeba się wspinać i czołgać przez wąski korytarz. Co się stało z Anasazi? Archeolodzy przypuszczają, że któregoś dnia, kiedy nie dało się już żyć w ich osiedlach, zeszli w doliny i wtopili się w ludy tam żyjące. Może to i prawda, chociaż teoria z przejściem do innego świata jest dużo bardziej pociągająca.
Nas czeka jednak inna proza życia – musimy wymienić oponę. Cudem udaje się nam to zrobić w ciągu godziny i późnym wieczorem docieramy do Bluff.
