Bluff – Grand Canyon (8 września 2001)

Bluff to miasteczko zamożnych Indian, a może raczej tych, którym we współczesnym świecie po prostu powiodło się. Nam o tyle też się powiodło, że znajdujemy internet i po spędzeniu przy nim godziny ruszamy w drogę. Przejeżdżamy przez Monument Valley, słynną ze wszystkich filmów o Dzikim Zachodzie, chcemy zwłaszcza trafić do miejsca, gdzie są sławetne dwie formacje skalne. Niestety w jakimś koszmarnym amoku przejeżdżamy obok drogowskazu kierującego nas w to miejsce, nawet sobie go jakoś komentujemy, i jakieś 50 mil dalej zdajemy sobie sprawę, że tam właśnie należało skręcić. W drodze do Grand Canyon mijamy opustoszałe budy, które w sezonie są stoiskami z biżuterią indiańską. Dzisiaj świecą pustkami – widać, że już po sezonie. Tego się co prawda nie czuje w Grand Canyon – tłumy ludzi walą tu dosłownie oknami i drzwiami parku. Sam kanion rzeczywiście jest tak olbrzymi, że trudno podziwiać jego piękno. Przez chwilę mamy ochotę pójść na trekking do wnętrza kanionu, ale to tylko przez chwilę.