Lima (22 września 2001)

I tak oto na lotnisku obchodzimy okrągły rok naszej podróży. Z tej okazji wcinamy donaty w nieprzyzwoitych ilościach. No i wreszcie wypełzamy z lotniska i oczywiście mamy zamiar jechać autobusem do miasta, po krótkich negocjacjach z taksówkarzem jedziemy w końcu taksówką za 2,5 dolara zamiast proponowanych nam w nocy 20. W hoteliku padamy i śpimy w nieskończoność. A potem wypełzamy na miasto bardzo ostrożnie, bo wszyscy ostrzegają nas, że Lima to miasto bardzo niebezpieczne. Jak dziwnie jest znowu mówić po hiszpańsku, ale jakoś dajemy sobie radę – zwłaszcza nasza znajomość ciastek wzrasta naddspodziewanie szybko. Kupujemy bilety na jutro do Ayacucho i znowu obżeramy się ciastkami.